Kulinarne podróże

Sardynia – podstawowe informacje, co zjeść i gdzie spać?

Sardynia była na naszej liście już od dawna. Po wielu górskich eskapadach marzyliśmy o plażowych wakacjach no i wyjazd do Włoch to zawsze dobry pomysł. W dodatku mój kolega z biura jest właśnie z Sardynii i zawsze kiedy stamtąd wraca pokazuje mi niesamowicie piękne zdjęcia które sprawiły, że dodałam ten kierunek do wyjazdów do zaplanowania w najbliższym czasie. Nie planowaliśmy jednak wyjazdu w tym roku z wiadomych przyczyn, ale spontaniczną decyzją jednak wyruszyliśmy na tygodniowe wakacje na tą piękną wyspę.

Ciekawostki

Sardynia jest ponoć najcieplejszym miejscem we Włoszech i ponieważ jest to duża wyspa jest też bardzo urozmaicona. Są na niej góry, oczywiście morze wokół i masa plaż, ale też klify, jaskinie, wodospady, jeziora czy rzeki. Na Sardynii jest również rozwinięte rolnictwo ale też przemysł ciężki. Wyspa jest bogata w różne złoża np. żelaza czy miedzi, które wydobywa się do dziś, część kopalni można ponoć nawet zwiedzać w ramach atrakcji turystycznej.

Język Sardyński jest odrębnym językiem od włoskiego. Około 1.5 miliona mieszkańców wyspy używa tego języka, który jest mieszanką łaciny, hiszpańskiego oraz nawet greckiego i nie jest aż tak podobny do włoskiego. Oczywiście wszyscy mówią też po włosku, z angielskim jest niestety sporo gorzej.

Tak naprawdę Sardynia mogłaby być nawet osobnym państwem ze względu na swoją odrębność kulturową i językową. Sardyńczycy są wyjątkowo niezależni, mają swoją flagę, swoje własne poglądy i zwyczaje.

Według niektórych wierzeń oraz nawet części naukowców Sardynia może być zaginioną Atlantydą. Kultura Sardynii oraz jej zabytki i wykopaliska sięgają wielu wieków przed naszą erą i wyspa jest naprawdę skarbnicą wiedzy o starożytności.

Na Sardynii znajduje się tak zwana Blue Zone czyli Niebieska Strefa. To wyjątkowe miejsce na ziemi – takim oznaczeniem wyróżnia się regiony gdzie ludzie żyją najdłużej. Oprócz Sardynii należy do nich też np. Japonia, Kostaryka czy Grecka wyspa Ikaria. To w tych miejscach oczekiwana długość życia jest najdłuższa i to zdecydowanie dłuższa niż gdziekolwiek indziej na świecie. Na Sardynii jest bardzo wiele osób dożywających w dobrym zdrowiu co najmniej swoich setnych urodzin. Jak się okazuje, nie chodzi tutaj tylko o geny, chociaż oczywiście nie można ich wpływu pominąć. Sardyńczycy wiodą proste, ale bez stresowe i szczęśliwe życie, spędzają czas na powietrzu, dobrze się odżywiają (mimo jedzenia dużej ilości makaronu, który jak się okazuje wcale nie jest niezdrowy czy tuczący) no i przede wszystkim są bardzo socjalnie zaangażowani w lokalne społeczeństwo. Mój kolega z pracy opowiadał mi wiele historii o tym jak żyją jego rodzice i o tym jak bardzo zżyci są z rodziną, ze znajomymi, sąsiadami.

Kiedy jechać?

Nasz wyjazd odbył się w połowie września i uważam, że to najlepsza pora. Sezon wakacyjny jest już za nami, natomiast jest nadal bardzo gorąco. Cały tydzień mieliśmy pełne słońce, temperatury powyżej 30 stopni, a woda w morzu była taka, że można było w niej siedzieć cały dzień. W lipcu i szczególnie w sierpniu jest wysoki sezon, sporo turystów i bardzo duże upały. Czerwiec jest mniej tłoczny, ale również gorący. Sardynia słynie ze swoich pięknych plaż, więc wizyty zupełnie poza sezonem letnim np. kwiecień lub listopad nie pozwolą nam się raczej cieszyć plażowaniem i kąpielami w morzu.

Jak się dostać?

Ze Szwajcarii zdecydowaliśmy się na podróż samochodem, a później promem. Było to dla nas wygodniejsze biorąc pod uwagę ilość bagażu. Wyruszyliśmy w piątek po lunchu i o 21.30 mieliśmy nocny prom do Genui, który nominalnie miał być 7:30 w Porto Torres na Sardynii (dopłynął 11:30…). Powrót był w sobotę o 21:30 znowu nocnym promem. Mam trochę mieszanych uczuć jeśli chodzi o prom, gdyż kupowany wyprzedzeniem 3 dniowym był bardzo drogi (500 euro za dwie osoby w dwie strony + samochód + kabina do spania), a standard kabiny która sama w sobie kosztowała 300 euro w obie strony pozostawiał bardzo wiele do życzenia… Pościel była czysta ale na tym koniec, zardzewiałe progi, brudny dywan, obdrapane i rozpadające się łóżka piętrowe, w tak złym standardzie nie spałam od dawna. Oczywiście można zaoszczędzić na kabinie i wtedy spędzić noc na kanapach lub fotelach dostępnych na promie (widziałam też sporo ludzi nocujących na własnych karimatach w różnych miejscach na statku), jednak w czasach COVID woleliśmy nie ryzykować. Wyszło, więc drogo i z mocnym niesmakiem jeszcze dokładając 4 godzinne opóźnienie. Po morzu kursują promy różnych firm i mój kolega Włoch polecał nam płynąć z Livorno do Olbii z firmą Corsica Ferries, zdecydowaliśmy się na Tirrenię z Genui i to może był nie najlepszy wybór. Jednak posiadanie auta na miejscu jest moim zdaniem obowiązkowe jeśli chcemy zwiedzać wyspę.

Szybszą opcją jest oczywiście samolot, tanie linie latają (zarówno z Polski jak i ze Szwajcarii) na kilka lotnisk na Sardynii, m.in. do Olbii i do Cagliari. Ceny są w reguły korzystne. Auto można wypożyczyć na lotnisku, ceny nie są już tak korzystne szczególnie w czasie koronawirusa, ale z odpowiednim wyprzedzeniem na pewno da się znaleźć coś sensownego. Drogi na Sardynii są dość dobre i nie ma zbyt wielu aut poza większymi miastami. jest trochę serpentyn, ale nie ma dziur i nawet na gruntowych drogach dojazdowych np. do plaży nie ma konieczności posiadania jakiegoś terenowego auta. Przepisy drogowe są dość restrykcyjne ale niezbyt przestrzegane jak to we Włoszech. W ciągu tygodniowego pobytu widzieliśmy jeden fotoradar na jedynej na wyspie autostradzie. Kierowcy, jak to we Włoszech, jeżdżą dość frywolnie, ale wydaje mi się, że np. na Sycylii było gorzej a w Neapolu to już zdecydowanie gorzej, więc tutaj nie ma się czego bać. Jedyne co to w większych miastach jest problem z parkowaniem, szczególnie wieczorami i warto mieć to na uwadze np. wybierając hotel na starym mieście bez parkingu.

Koronawirus

Przed przyjazdem lub przylotem na wyspę obowiązkowo trzeba zrejestrować się w systemie i wypełnić formularz – tutaj. Polecam wam jednak śledzić na bieżąco wszystkie informacje na stronach .gov gdyż sytuacja może oczywiście ulec zmianie. Sardynia jest stosunkowo bezpieczna jeśli chodzi o wirusa i ogólnie nie miała dużo przypadków, szczególnie w lipcu nie było ich wcale. W sierpniu trochę wzrosło ze względu na napływ turystów z innych części Włoch i zza granicy, jednak liczby nadal nie są bardzo wysokie. To co zasługuje na uwagę to to, że Włosi bardzo odpowiedzialnie podchodzą do przestrzegania restrykcji. Noszenie maseczek w sklepach, w restauracjach i innych miejscach publicznych gdzie nie można zachować dystansu jest obowiązkowe i nawet zwiedzając jaskinie byliśmy upomnieni żeby koniecznie dobrze założyć maseczkę – na usta i nos. Stoliki w restauracjach dezynfekuje się po każdym gościu, ba, nie tylko stoliki ale też oparcia krzeseł, poręcze itp. Włosi zdecydowanie poważniej traktują obostrzenia, poważniej niż Polacy czy też Szwajcarzy. W hotelach nie spotkaliśmy się też z typowym szwedzkim stołem, który widzieliśmy w Polsce i Szwajcarii. Tutaj bufet był odgrodzony szybą i obsługa nakładała nam co i ile chcemy, lub wszystko było bezpośrednio serwowane do stolika.

Gdzie spać?

Wybór noclegów był duży, począwszy od campingów przy plaży skończywszy na luksusowych hotel obecnych szczególnie na Szmaragdowym Wybrzeżu czyli północno-wschodniej części wyspy. Ceny jednak były dość wysokie, nie wiem czy to kwestia koronawirusa, jednak spodziewałam się, że generalnie będzie taniej. To samo zresztą tyczy się jedzenia na mieście ale o tym zaraz w kolejnym dziale. My spaliśmy głównie w tak zwanych Agroturismo i to wam serdecznie polecam. Są to z reguły nie wielkie miejsca, często po środku niczego, prowadzone przez lokalnych mieszkańców i niejednokrotnie bardzo zadbane z pięknymi ogrodami i bardzo wygodnymi pokojami. My szukaliśmy noclegów przez booking.com, ale po dwóch noclegach zdecydowaliśmy się dzwonić bezpośrednio do miejsc i tam dogadywać cenę. Możemy wtedy liczyć na minimum 15% rabatu, a dla przykładu w hotelu w Cagliari nie dość, że dostaliśmy spory rabat to jeszcze upgrade do lepszej kategorii pokoju. Ceny noclegów które wybieraliśmy oscylowały w około 80-100 euro za pokój dwuosobowy. Da się jednak znaleźć zdecydowanie taniej, myślę że już za 50 euro znajdziecie coś przyzwoitego. Warto też dokładnie sprawdzać jaki pokój wybieramy… Raz zarezerwowaliśmy piękną Agroturystykę z basenem, pięknym ogrodem itp. a na miejscu okazało się, że nasz pokój jest trochę jak schowek na miotły, malutki z niedokończoną łazienką i rozpadającym się prysznicem…

Miejsca w których spaliśmy i możemy polecić:

Arenosu a pochi Km dalle spiagge – niedaleko Alghero, piękny ogród i bardzo wygodne pokoje.

Locanda Murales – cudowni właściciele, którzy bardzo nam pomogli kiedy mieliśmy mały problem z samochodem. Przepyszne jedzenie i lokalne wino. Jedyny minus to odrobina bliskość do ruchliwej drogi, ale w pokoju tego nie słychać.

Turismo Rurale Filieri – kolejne Agroturismo z przemiłymi właścicielami, czystymi i wygodnymi pokojami no i pysznym jedzeniem. Polecam.

Hotel Villa Fanny – tutaj nasz ostatni hotel w Cagliari, również byliśmy bardzo zadowoleni.

Co zjeść?

Pane Carasau – zacznijmy od pieczywa, Pane Carasau – czyli chleb pasterzy to tradycyjny wypiek na Sardynii i dostaniecie go jako czekadełko. To bardzo cienki i bardzo chrupiący chlebek który według przepisu piecze się dwa razy dzięki czemu ma on niepowtarzalną jakby listkową strukturę.

Sardynia to raj dla miłośników serów. Znajdziecie tutaj naprawdę bardzo duży wybór, różne tekstury i smaki. Chyba najbardziej popularne są jednak Pecorino Sardo albo Fiore Sardo – to twarde owcze sery bardzo wyraziste w smaku. Możemy znaleźć też miękkie sery zarówno z mleka krowiego jak i koziego czy nawet różnego rodzaju sery wędzone np. regionalna scamorzza.

Ciekawostką jest, że na Sardynii produkuje się ser Casu Marzu który jest unikatowy na skale światową. Mianowicie ser ten dojrzewa wraz z larwami much – czyli białymi robaczkami, które w tym serze zamieszkują i ponoć nadają mu specyficznego smaku. Co więcej, ten kremowy ser rozsmarowuje się na chlebie razem z tymi larwami… Podobno jest to tutejszy przysmak, my jednak nawet nie szukaliśmy miejsc gdzie można go spróbować, gdyż myślę, że bym się jednak nie odważyła.

Popularne na wyspie są również regionalne wędliny, są one po części tradycyjne włoskie jak np. sucha szynka prosciutto, ale są też inne rodzaje jak np. specjalne suche kiełbaski czy wyroby z podrobów. Jedliśmy genialny salceson, którego nigdy bym nie zamówiła sama z siebie a na całej desce serów i wędlin to właśnie on smakował mi najbardziej.

Pozostając w temacie mięsa, tradycyjnie na Sardynii można zjeść pieczonego prosiaka – “porcheddu”. Ja nie przepadam za wieprzowiną, ale mój mąż próbował tego dania w Agroturystyce gdzie nocowaliśmy i podobno bardzo mu smakowało. Była to wolno pieczona wieprzowina aromatyzowana lokalnymi ziołami. Mój kolega z pracy wspomniał mi jeszcze, że bardziej w środkowej części wyspy jest też popularna pieczona jagnięcina albo nawet koźlina. Nie dane nam było tego niestety spróbować, a szkoda. Generalna zasada jest jednak taka, że mięsne dania występują w rejonach bardziej górzystych, dalej od morza.

Z makaronów obowiązkowo na Sardynii trzeba spróbować kilku rodzajów:

Culurgiones – to coś podobnego do naszych pierogów ruskich. Są one wypełnione ziemniakami, serem pecorino oraz odrobiną mięty. Serwuje się je albo z maslem szałwiowym albo z sosem pomidorowym i startym Parmigiano. Poznamy je po unikalnym kształcie z falbanką zawiniętą do środka.

Fregola – to unikalny makaron dla Sardynii, przypomina on bardziej kuskus i są to małe sprężyste kuleczki fomowane ręcznie ze specjalnej odmiany mąki. Przygotowuje się go bardziej jak risotto, z reguły w sosie z dodatkiem pomidorów oraz obowiązkowo owoców morza albo skorupiaków.

Jeśli chodzi o ryby i owoce morza, to oczywiście jak to w rejonach nadmorskich tak i tutaj wybór jest duży. Tradycyjne włoskie dania jak na przykład fritto misto, czyli smażone rybki, kalmary i owoce morza czy różnego rodzaju makarony albo grillowane świeże ryby. Wszystko to znajdziecie także na Sardynii. Specjalnością są też regionalne homary przyrządzane na sposób kataloński.

Warto jednak, poza małżami, ośmiornicą czy krewetkami spróbować typowo Sardyńskiego przysmaku – Bottargi. Bottarga to solona i suszona ikra tuńczyka błękitnopłetwego oraz cefala pospolitego. Ikra z tuńczyka jest bardziej różowa i intensywna, jednak generalnie jest to czysty smak morza. Sprzedaje się go w postaci bloku albo proszku którym posypuje się dania. Polecam spróbować makaronu z vongollami i bottargą ale jest to też doskonały dodatek np. n pizzy.

Skoro wspomnieliśmy już o ikrze z tuńczyka to nie można pominąć też samego tuńczyka. Ta ryba jest zdecydowanie królem na Sardynii i są tutaj nawet święta na jej cześć i podobno sami Japończycy importują Sardyńskiego tuńczyka jako wielki rarytas. Poławia się go najwięcej na południowo-zachodniej części wyspy albo raczej na małej, przylegającej wysepce, ale znaleźć możemy go w menu restauracji praktycznie na całej Sardynii.

Przechodząc już do deseru oczywiście nieśmiertelne Włoskie Gelato – kocham i uwielbiam całym sercem! No i sorbety cytrynowe, limonkowe ale też tiramisu. To wszystko zapewne i tak wiecie, że trzeba jeść we Włoszech. Specjalnością Sardynii są jednak Seadas – to pierożki z kruchego ciasta, smażone w głębokim tłuszczu. Są nadziane serem oraz skórką z cytryny i szafranem oraz polane lokalnym miodem lub posypane cukrem.

Co popijać do tak pysznych dań? No oczywiście, że wino! Lokalne wino z Sardynii nazywa się cannonau – to tradycyjny szczep czerwonych winogron rosnący na wyspie (podobno najstarszy w regionie śródziemnomorskim). Produkuje się tu też wina białe i różowe również z czerwonych winogron. Jednak rosną tu też oczywiście inne odmiany z których produkuje się też doskonałe białe wina jak np. orzeźwiające i wyraziste w smaku najpopularniejsze vermentino.

Na wyspie produkuje się również lokalne piwo – produkowane od ponad 100 lat Ichnusa.

Na koniec posiłku możemy zamówić oczywiście grappę, ale bardzo popularny jest likier z jagód mirtu – Mirto. Może on być wytwarzany zarówno z owoców jak i z liści tej rośliny.

Gdzie zjeść?

Zacznijmy od tego, że restauracje otwarte są jedynie na lunch i na kolacje (część z nich nawet tylko na kolacje). Godziny otwarcia są więc od około 12-12:30 do max 15 i później od około 19 już do późnych godzin wieczornych. Między 15 a 19 nie zjecie nic, nigdzie… Raz weszliśmy koło 16 mega głodni do jakiejś knajpki która nawet była otwarta ale pusta i kelner popatrzył na nas jak na kosmitów jak powiedzieliśmy, że chcemy zjeść… Został nam więc tylko sklep spożywczy i produkty z niego 🙂

Polecam też robić rezerwację jeśli zależy wam na konkretnym miejscu, szczególnie wieczorem i szczególnie w okolicach weekendu. Znowu zdarzyło się nam pójść w jakieś polecane miejsce i nie dostać stolika.

Ceny w restauracjach są różne ale makaron kosztuje od około 10 euro w górę. Oczywiście ryby i owoce morza kosztują trochę więcej niż np. dania wegetariańskie. W każdej restauracji jest doliczane tak zwane coperto, czyli z reguły około 2 euro od osoby. W zamian dostaniemy pieczywo jako czekadełko. Jeśli więc wybierzecie się na kolację do restauracji za dwie osoby razem z kieliszkiem wina czy wodą, dwoma daniami głównymi spokojnie wyjdzie koło 40-50 euro. Przyznaję, że myślałam że na Sardynii ceny będą jednak niższe, chociaż przyznaję też że praktycznie zawsze jedzenie było genialnie dobre.

Ristorante Enhorabona, Via Giuseppe Garibaldi, 101, 07041 Alghero SS, Włochy – kawałek od turystycznego centrum Alghero, ryby i owoce morza pierwsza klasa.

I Mille Bar Paninoteca, Caprera, 07024 La Maddalena, Olbia-Tempio, Italien, Włochy – w Parku Narodowym na wyspie Caprera, to proste jedzenie, panini, sałatki i frytki, ale wszystko smaczne

Ristorante La Terrazza, Viale Costa Smeralda, 51, 07021 Arzachena SS, Włochy – jedliśmy tu makaron z vongolami i bottarga – genialnie dobre!

CuCumiao, S.S. 125, Km 353 Palau, 07020 Palau SS, Włochy – polecam bardzo! Naszym wyborem były ostrygi i makaron z owocami morza i naprawdę przepyszne i świeże. Karta jest duża i jest szeroki wybór dań rybnych, owoców morza, ale również dań mięsnych.

Turismo Rurale – Ristorante – Filieri, 08022 Dorgali, Province of Nuoro, Włochy – tutaj również mieliśmy nocleg. Wieczorem trafiliśmy na kolację już z odgórnym menu, którego nie znaliśmy wcześniej. Okazało się, że menu składa się z podrobów i rożnych mało popularnych kawałków mięsa. Jedliśmy przeponę, flaczki, język, serce, móżdżki i kilka innych rzeczy. Wymagające menu, tym bardziej polecam gdyż wszystko było naprawdę bardzo smaczne. Jedzenia było zdecydowanie aż za dużo i do tego jeszcze butelka wina z ich własnej winnicy. Nie wiem czy takie menu jest tam zawsze, czy każdego wieczoru jest coś innego, ale jeśli przepona bardzo nam smakowała to myślę, że stek albo ryba będzie co najmniej tak samo dobra.

Luigi Pomata, Viale Regina Margherita, 18, 09124 Cagliari CA, Włochy – najlepszy makaron jaki jadłam chyba nie tylko na wyjeździe ale możliwe, że w ogóle! Zapamiętam go naprawdę na długo. Obsługuje nas sam szef Luigi Pomata, który jest rodowitym Sardyńczykiem i podobno jest bardzo znany we Włoszech i nawet ma swoje programy w telewizji. Miejsce nie jest tanie, wydaje się bardzo modne i lekko ekskluzywne ale powiem wam: warto!

Cantina Oliena Nepente, WINO, Via Nuoro, 112, 08025 Oliena NU, Włochy – to dla odmiany nie jest restauracja ale winiarnia, jeśli będziecie w okolicy warto wstąpić na darmową degustację i zaopatrzyć się w lokalne, pyszne wino. Podobno parę lat temu to miejsce odwiedził Robert Makłowicz 🙂

Mam nadzieję, że podobał wam się post i zrobiliście się choć trochę głodni 🙂

Niedługo kolejny wpis o atrakcjach na wyspie, a tymczasem zapraszam was na swój Instagram, gdzie znajdziecie więcej zdjęć i filmików z wyjazdu.

You may also like...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.